10 rzeczy dotyczących “Spełnienia”, o które moglibyście chcieć zapytać

Zapowiadana niedawno premiera “Spełnienia” tuż–tuż. A ponieważ zdaję sobie sprawę, że jako autor działający całkowicie samodzielnie muszę wykonać tytaniczną pracę, by przekonać do siebie czytelników, postanowiłem przygotować zestaw kilku pytań, które – jak sądzę – moglibyście chcieć mi zadać, zanim zdecydujecie się po tę książkę sięgnąć. A zatem:

Do jakiego gatunku należy “Spełnienie”?

Kiedy zaczynałem pisać, sam miałem lekki problem z jego zdefiniowaniem. Nie jestem zwolennikiem zbyt sztywnego kategoryzowania literatury. O pisarzach nie mówiąc. Jednak jeśli miałbym jakoś “Spełnienie” zaszufladkować, określiłbym je – tak jak zaznaczyłem w notce anonsującej premierę – jako psychologiczny thriller z elementami postmodernistycznymi. Dlaczego tak? Bo to, co w tej książce najważniejsze, dzieje się w głowie głównego bohatera, zaś jej forma to kolaż odwołań do różnych tekstów kultury. Przy czym od razu uspokajam: to w żaden sposób nie przeszkadza w cieszeniu się historią.

Dlaczego akcja “Spełnienia” dzieje sie w USA?

Po pierwsze tak naprawdę nie w USA, tylko w pewnego rodzaju przypominającej je Nibylandii, takim swoistym fantazmacie utkanym z filmowych i literackich klisz. A po drugie nie uważam się za zbyt dobrego realistę, więc gdybym miał pisać o Polsce, czułbym się cokolwiek niepewnie. W literaturze lubię pewną dozę umowności czy wręcz, nazwijmy ją tak, przypowieściowości. Jednocześnie nie przepadam za umieszczaniem akcji w całkowicie zmyślonych światach, więc spróbowałem stworzyć taki, który imitowałby ten prawdziwy, a jednocześnie nie krępował mi rąk.

Czy poza samą historią chciałeś przekazać coś więcej?

Zdecydowanie tak. “Spełnienie” to pełną gębą parabola, a nawet moralitet, tyle że bez najbardziej wkurzających mnie cech tego gatunku. Nie bawi mnie pisanie tylko po to, aby dostarczać rozrywkę. Pod fabularną powłoką chcę mówić o ważnych sprawach. A co w takim razie zamierzałem przekazać w “Spełnieniu”? Strzelając z grubej rury: chciałem pokazać, co się dzieje, kiedy człowiek tworzy sobie bożki, i gdy prowadzony przez nie usiłuje przekroczyć granice, których przekraczać zdecydowanie nie powinien.

Dlaczego wydajesz “Spełnienie” samodzielnie?

Tu od razu uspokajam. To nie jest tak, że zdecydowałem się na działanie na własną rękę, bo nie udało mi się znaleźć wydawcy. Owszem, jeden nawet był chętny, ale z różnych powodów nasza współpraca nie mogła dojść do skutku. Poza tym po prostu chyba pociąga mnie ten model działalności. Nie lubię się ograniczać, a wiem, że wchodząc w tryby tradycyjnego rynku wydawniczego, musiałbym. W tej opcji odpowiadam sam za siebie. Jeśli mi się powiedzie, będę to zawdzięczał wyłącznie własnej ciężkiej pracy; jeśli się wyłożę, tylko siebie będę mógł o to winić.

Czy kupując Twoją książkę, mogę mieć pewność, że nie wyrzucam pieniędzy na niedopracowany, źle napisany szajs?

Staram się, by moje publikacje były przygotowane najlepiej i najbardziej profesjonalnie, jak to tylko możliwe w warunkach, w których działam. Sporą część z tego, co robię, oddaję za darmo na stronie – jest cotygodniowy felieton, są opowiadania i inne teksty – więc możesz wyrobić sobie zdanie o moim warsztacie i na tej podstawie podjąć decyzję, czy zaryzykujesz dla mnie swoje pieniądze, o czasie nie mówiąc, czy też nie. Sądzę, że to uczciwy układ.

Dlaczego w ogóle zdecydowałeś się napisać “Spełnienie”, mimo iż wcześniej zajmowałeś się publicystyką?

O tym będzie można bardziej szczegółowo przeczytać w dołączonym do książki posłowiu. Ale najoględniej ujmując: podobnie jak Dan (główny bohater powieści) dawno temu chciałem zostać prawdziwym pisarzem – cokolwiek to oznacza – a ponieważ mi się nie udało, zająłem się w zastępstwie czymś innym. Dan został krytykiem, ja – politrukiem. Ostatnie dwa lata mocno zweryfikowały ten wybór, a pewne wydarzenia, o których też więcej w posłowiu, skłoniły mnie do sprawdzenia, czy przypadkiem tego niknącego za horyzontem pociągu z napisem “Literatura” nie da się jeszcze złapać.

Czy historia Dana jest zakamuflowaną Twoją historią?

W zakresie wspomnianym powyżej – tak. Nie ukrywam tego, nie wypieram się. W innych aspektach – zdecydowanie nie. Dan nie jest w żadnym wypadku moim alter ego, a egzystencjalne problemy, z którymi się zmaga, nie odzwierciedlają moich. Nie jest, mówiąc wprost, mną bardziej niż większość głównych bohaterów kreowanych przez większość pisarzy. To raczej pewien obiekt doświadczalny, na którym chciałem przećwiczyć pewne nurtujące mnie zagadnienia.

A, czyli że to jest jakaś nudna artystowska wypocina z górnej półki dla krytyków, a nie dla ludzi, w której nie chodzi o to, o co chodzi?

Nie. To przede wszystkim – mam przynajmniej taką nadzieję – niezła powieść, od której nie będziecie się mogli oderwać. A poza tym każda dobra książka jest o przysłowiowym czymś więcej. Co nie oznacza, że zostało to podane w formie niestrawnej dydaktyki. Moralistami byli zarówno Dostojewski, jak i Chandler, są nimi zarówno Karl Ove Knausgard, jak i – na swój uroczy sposób – Tess Gerritsen, więc nie widzę powodu, bym nie miał być nim również ja.

Czy będzie wersja papierowa?

Nie wykluczam, choć nie jest ona dla mnie priorytetem. Po pierwsze jako swój własny wydawca, do tego na dorobku, nie mam funduszy, by ryzykować druk, a w przedsprzedaże nie chce mi się, szczerze mówiąc, bawić. A po drugie – niezależnie od wszystkiego zamierzam iść raczej w kierunku wydań elektronicznych, zarówno w wersji tekstowej, jak i, być może, audio. To przyszłość. Ale… pożyjemy, zobaczymy.

Kto zabił?

Chcielibyście! Na pewno nie ten, kogo najbardziej podejrzewacie. A co żeście myśleli? Może pokojówka, może lokaj, a może facet dostarczający pizzę. Nie wiem, nie znam się, nie było mnie tam. Nic nie widziałem, ani nie słyszałem. Dostałem w łeb, zanim na dobre zaczęła się zabawa.

***

Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać niektóre z Waszych wątpliwości. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, zapraszam do zadawania ich w komentarzach tu lub w społecznościówkach: gdzie wam wygodniej. Zapraszam też do zasubskrybowania strony, jeśli chcecie być na bieżąco z tym, co robię.

Podziel się tym ze znajomymi.