A w „Opowiem Ci coś” kocia muzyka

A w „Opowiem Ci coś” kocia muzyka

Jak to szło? „Posłuchaj ich. Dzieci nocy. Cóż za piękna muzyka.” Takimi oto słowy hrabia Drakula zwrócił się do Jonathana Harkera, przerażonego dobiegającym zza okien transylwańskiego zamku wyciem wilków. A może i wilkołaków. W tym odcinku podcastu starałem się wykazać, że do tego szacownego grona zaliczają się również koty. No dobrze, może trochę przesadziłem, bo w jedynej nocnej scenie, w której występuje kot, nie uświadczymy żadnego miauczenia. Niemniej chodziło mi o coś innego, co organicznie wiąże się z szeroko pojętą aurą nocy i wynikającymi z niej głębszymi implikacjami.

Tym razem znany już z kilku innych opowiadań bohater udaje się na wieś w odwiedziny do także znanej z wcześniejszych historyjek Joanny. A na miejscu przydarza mu się coś, co – najoględniej mówiąc – skłoni go do wzięcia całkiem serio pod uwagę, że krew w świetle księżyca rzeczywiście może zmieniać kolor na czarny. O czym, jak wiadomo, obowiązkowo rozpisują się wszyscy autorzy horrorów, które pasjami czyta. Całą, początkowo zapowiadającą się na sielską, wizytę zwieńczy natomiast nieco krwawy epilog, który sprawi, że bohater utraci pewność, czy szelest, który usłyszy w bezsenną noc w swoim pokoju na poddaszu, naprawdę spowodowała zaplątana w jego bagaż mucha.

Opowiadanie zostało wcześniej opublikowane na stronie w formie tekstowej i można je przeczytać tu. Przy okazji przypominam, że zapowiedziałem odchodzenie od tej praktyki, co już miało miejsce w przypadku „Seansu do wyboru”. Zapraszam do posłuchania. A poniżej, tradycyjnie, jeszcze kilka słów odautorskiego komentarza.

Ha! No i cóż rzec, panie pisarzu? Co żeś pan chciał tu przekazać? Przede wszystkim chciałem – tak jak w innych opowieściach z tego cyklu, nota bene dobiegającego końca – spróbować przetworzyć literacko doświadczenie z własnego życia. Rzeczywiście pojechałem pewnego lata na wieś i była tam kotka, z którą się zaprzyjaźniłem (z kotami byłem za pan brat od czasów dzieciństwa) i która w trakcie mojego pobytu zginęła potrącona przez samochód. Naprawdę szukaliśmy też jej małych, a w nocy po tym wydarzeniu naprawdę usłyszałem w swojej kwaterce dziwny szelest.

Tak, najprawdopodobniej szeleściła mucha. Tak, przez chwilę pomyślałem, że może to jednak duch zabitej kotki, a przynajmniej że byłby to całkiem ciekawy pomysł na wątek w opowiadaniu. Które, nawiasem mówiąc, już sobie planowałem. Choć nie ukrywam, że kwestia tego, czym właściwie są zwierzęta, mocno mnie wtedy frapowała. Zresztą mniej więcej w tamtym okresie powstał pierwszy szkic „Na bazie”, które ten problem eksploruje.

Kiedy w dwa tysiące szesnastym nadawałem „Przygodzie z Rudą” ostateczny kształt, myślałem o niej przede wszystkim jako o zapisie doświadczenia niemieszczącej się w żadnych uchwytnych kategoriach dziwności świata. Właśnie takiej, której doznajemy jedynie w bardzo szczególnych warunkach – na przykład w nocy. Ale też w środowisku innym niż to, do jakiego nawykliśmy. Tu mieszczuch zostaje wrzucony w żywioł wsi, a do tego jeszcze zachwyca się księżycem, którego zwodniczy blask w mieście tłamszą światła cywilizacji. Dodatkowo jeszcze sam żywioł natury – tutaj, mimo nakładki ludzkich zwyczajów, jednak wciąż dominujący i wywierający wpływ na to, jak ludzie żyją i myślą.

Teraz, odkurzywszy ów tekst po długiej przerwie i spojrzawszy na niego okiem bardziej czytelnika niż autora, doszedłem do wniosku, że traktuje on przede wszystkim o napięciu między racjonalnym i irracjonalnym. Księżyc, który jednocześnie jest planetą, na której wylądowali astronauci, i bytem na poły magicznym, zmieniającym ludzi w wilki i zaczerniającym krew w żyłach, to zwierciadło, w którym przegląda się ludzki umysł zawieszony między bardzo cieniutką warstewką pewności, że ogarnął już świat wokół, i całym rozległym gąszczem niepokoju przed tym, czego nie zna i co go przerasta. A kot spełnia rolę jak gdyby łącznika.

Tego rodzaju pogranicza od zawsze niezmiernie mnie fascynowały. I chciałem to również zawrzeć w „Przygodzie z Rudą”. Mam nadzieję, że mi się udało. No ale to już nie mnie oceniać.

A na koniec pozostaje mi tylko przypomnieć, że „Opowiem Ci coś” poza macierzystym Anchorem można słuchać na Spotify, Google Podcasts i YouTube. Oraz na Empik GO. Tradycyjnie zachęcam do odwiedzenia Księgarni – zakupienie którejś z dostępnych tam książek będzie dla mnie najlepszą formą wynagrodzenia. Choć można również, na przykład jako podziękowanie za podcast, przekazać mi darowiznę w dowolnej kwocie. A jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co robię, zasubskrybuj blog. Dziękuję za odwiedziny.

Podziel się tym ze znajomymi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.