„Nieuniknione” jako audiobook w odcinkach

Dla tych, co nie wiedzą (bo na przykład trafili tu dopiero po restarcie): „Nieuniknione” to powieść, którą wydałem – podobnie jak dwie poprzednie, samodzielnie – wiosną mijającego właśnie roku. Z uwagi na fakt, iż działam sam, jest to jedynie wydanie elektroniczne z opcją zakupu egzemplarza papierowego w tak zwanym druku na żądanie za pośrednictwem serwisu Ridero. I, jak wynika ze statystyk, raz nawet ktoś takiego zakupu dokonał – co niezmiernie mnie cieszy, gdyż oznacza, że gdzieś w świecie istnieje choć jeden fizyczny egzemplarz tej książki. Mam nadzieję, że będzie ich więcej. Ale ok, do sedna.

Działanie na własną rękę nie jest łatwe. Sprzedaż ebooka szła… no, powiedzmy, że w najlepszym razie słabo. Rozważałem nawet zaoranie interesu. Ale kiedy Empik uruchomił platformę dla pisarzy niezależnych, pomyślałem, że spróbuję nagrać audiobook – oczywiście też własnymi siłami, bo nie miałem funduszy (niemałych) na profesjonalnego lektora i obróbkę. Zacząłem to robić, lecz szybko zdałem sobie sprawę, że jest to o wiele cięższe przedsięwzięcie, niż początkowo zakładałem – także technicznie, zwłaszcza jeśli się chce, żeby nagranie spełniało standardy zbliżone do profesjonalnych produkcji – a poza tym chyba trochę się przestraszyłem, że audiobook podzieli los ebooka, co przy kilkakrotnie większym nakładzie pracy włożonej w przygotowanie może jednak nieco frustrować.

Aż w końcu postanowiłem wrócić do idei powieści w odcinkach, która chodziła mi bardzo luźno po głowie, kiedy zaczynałem się bawić w podcasting. Zakładała ona połączenie aktywności literackiej z modelem, który uskuteczniają podkasterzy i youtuberzy: publikować samą treść za darmo i, jeśli odbiorcom się spodoba, zacząć prosić o wsparcie albo oferować sprzedaż produktów związanych z podcastem. W moim wypadku byłby to właśnie rzeczony ebook, do zakupu którego zachęcałbym tych, którzy nie chcą czekać cały tydzień na emisję kolejnego odcinka.

Zdaję sobie sprawę ze związanych z takim podejściem ryzyk. Oferowanie płatnego produktu z taką samą zawartością jak wersja darmowa i liczenie, że ktoś się skusi, bo będzie chciał poznać historię szybciej, może się okazać drogą w ślepą uliczkę. Dlatego też zbyt wiele sobie po tym nie obiecuję. Szczerze mówiąc, robię to chyba głównie ze względu na własne przywiązanie do tekstu pisanego. No ale kto wie. Niemniej, racjonalnie patrząc, stawiam raczej na darowizny lub wpływy z reklam, które być może z czasem się pojawią. Aczkolwiek najbardziej zależy mi… cóż, po prostu na tym, żeby opowieść znalazła swoją publiczność. Jeśli nie za pieniądze, to choćby i w takiej formie. Nie pisałem jej po to, by zapleśniała na dysku.

Tak więc zapraszam do słuchania „Nieuniknionego”, a jeśli ktoś poczuje się zachęcony lub odczuje potrzebę, by wesprzeć finansowo moją twórczość – do kupowania ebooka (najlepiej w Księgarni na blogu, bo wówczas cała należność od razu trafi bezpośrednio do mnie), ewentualnie nawrzucania mi przez PayPal. Tutaj przygotowałem dwie możliwości – darowizna w wysokości 10 PLN oraz w kwocie dowolnej. Na Patronite na razie jestem, i pewnie jeszcze długo będę, za cienki.

Poniżej wklejam player z pierwszym odcinkiem na Spotify. To jest macierzysta platforma mojego podcastu, choć można go także słuchać na moim imiennym kanale na YouTube. A pod playerem jeszcze kilka słów o samej powieści. Gorąco zachęcam do przeczytania, zanim odsłuchasz odcinek.

Szerzej o książce

„Nieuniknione” to tak naprawdę moja czwarta powieść, ale trzecia napisana w serii po ośmioletniej przerwie od beletrystyki. Mówiąc o serii, mam na myśli przede wszystkim to, że w przeciwieństwie do debiutu te historie należą a) do literatury gatunkowej (nazywam je thrillerami metafizycznymi); b) są w zasadzie czymś w rodzaju z jednej strony postmodernistycznych sklejek z lubianych przeze mnie książek oraz filmów, a z drugiej nie tyle powieściami sensu stricto, co raczej przypowieściami łączącymi zabawę w gatunkowość z, jak to w przypowieściach bywa, tak zwanym drugim dnem. O tym, dlaczego wróciłem do fabuły, czemu akurat w taki sposób i co miał z tym wspólnego piekielny rok 2020, wspominam nieco obszerniej w tym wpisie oraz w bio.

Historia rozgrywa się głównie w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w USA. (Umieszczanie akcji w tym kraju, a raczej w jego posklejanym z popkulturowych klisz fantazmacie, to świadoma decyzja stylistyczna, o powodach której może opowiem szerzej kiedy indziej.) Główny bohater to były policjant po ciężkich osobistych przejściach, a obecnie prywatny detektyw specjalizujący się w odnajdywaniu zaginionych osób. Pewnego dnia dostaje nader nietypowe zlecenie: wydawca książek o parapsychologii, ezoteryce i przepowiedniach wynajmuje go, by odnalazł zaginionego jasnowidza – bardzo szczególnego, bo jego proroctwa odnoszące się do najbliższych kilkudziesięciu lat dziejów świata są nadzwyczaj dokładne, a ponadto część z nich zaczęła się już spełniać.

Zanim jednak będzie mógł przystąpić do zadania – do którego zresztą bynajmniej się nie pali, gdyż podejrzewa, że całe zniknięcie to podpucha, a klient zamierza go wykorzystać w akcji promocyjnej – musi doprowadzić do końca sprawę zaginionej nauczycielki ze szkoły dla niewidomych. Obydwu śledztw na pozór nic nie łączy, niemniej rychło okazuje się, że jest inaczej. Wszystko zaś prowadzi do jeszcze bardziej zaskakującego finału. A przynajmniej mam nadzieję, że taki będzie.

Co natomiast tyczy się wspomnianego już drugiego dna… Szczegółowo rozpisuję się na ten temat w otwierającym ebook wstępie (znajduje się on także w darmowym fragmencie w pedeefie, który można pobrać ze strony powieści w Księgarni). W wersji audio postanowiłem go nie dawać – niech fabuła przemawia sama za siebie. Tu zdradzę tylko, że w pewnym sensie kluczem jest przysłówek „głównie”, którego użyłem w streszczeniu powyżej. Rzeczywiście trzon akcji rozgrywa się w latach osiemdziesiątych, jednak wybiega również w czasy o wiele nam bliższe. I tutaj w zasadzie kryje się odpowiedź. A w każdym razie jej zasadnicza część, bo pole znaczeniowe wytyczyłem dużo szerzej.

Najbardziej ogólnie, jak tylko się da, ujmę to tak: tworząc „Nieuniknione” chciałem przepracować pewne moje przemyślenia odnośnie mechanizmów rządzących historią, a szczególnie – polityką; zależało mi też na pokazaniu, jak w te tryby nieuchronnie uwikłana jest jednostka i jaką postawę może wobec nich przyjąć, żeby nie zostać przez nie zmiażdżoną. Chodziło mi przede wszystkim o wymiar duchowy: o odpowiedź na pytanie, czy można zachować wewnętrzną wolność nawet tam, gdzie nie sposób jej zachować zewnętrznie, bo władzę nad naszym ciałem i życiem przejmują inni. Nazywam tych innych „ludzkimi cyklonami”.

A jeżeli ktoś mi teraz powie, że mógłbym o tym machnąć filozoficzny esej, zamiast zabawiać się w podlany pseudointelektualnym sosem recykling wytartych schematów, odpowiem: no tak, mogłem; cztery lata temu pewnie nawet bym tak zrobił. No ale właśnie – to było cztery lata temu. Od tamtej pory sporo się zmieniło. A przede wszystkim ja. Poza tym skoro wielki Stanisław Lem tak robił, to czemu nie mały ja, który w pewnych aspektach uważa się za jego skromnego ucznia? Co też kiedyś warto byłoby zapewne rozwinąć.

*

Na koniec zaś nie pozostaje mi nic innego jak ponownie zaprosić do słuchania „Nieuniknionego”, a jeśli się spodoba – do rozważenia wsparcia mojej działalności poprzez zakup wersji tekstowej albo darowiznę w jednej z dwóch wymienionych powyżej opcji. Traktuję to poniekąd eksperymentalnie. Jeżeli się sprawdzi, to być może, o ile nie uda mi się znaleźć wydawców dla przyszłych projektów, które właśnie powoli się piszą, wprowadzę tę praktykę na stałe. W końcu forma jest wtórna wobec treści. Mogę równie dobrze zostać pisarzem-podcasterem.

Zachęcam także do zapoznania się z innymi moimi ebookami. Do ich nagrywania na razie nie mam ani czasu, ani, szczerze mówiąc, pary. Choć w przyszłości, gdyby „Nieuniknione” chwyciło… nie wykluczam. A żeby być na bieżąco z tym, co i jak robię, możecie zasubskrybować blog. Piszę tutaj raz częściej, raz rzadziej, ale jest to w tej chwili moja podstawowa baza operacyjna.