Przejdź do treści
Strona główna » Restart

Restart

Po blisko dwóch latach prowadzenia tej strony i kilku tygodniach wahań, czy warto posuwać się do tego kroku, przy alternatywie w postaci jej zamknięcia, zdecydowałem się mimo wszystko wznowić jej działalność. Witam więc na nie tylko odnowionym graficznie (to już się przecież zdarzało), ale i wyczyszczonym do zera WNS-ie.

A dlaczego zdecydowałem się na ten krok?

Przede wszystkim z rozczarowania. Rozczarowania tym, że moja działalność pisarsko-wydawnicza, której kluczowym elementem miał być ten serwis, nie spotkała się z praktycznie żadnym odzewem. Nie spodziewałem się nie wiadomo jakich wyników, niemniej te, które „osiągnąłem”, okazały się poniżej oczekiwań nawet minimalnych. To niestety zmusiło mnie do poważnego zadania sobie pytania, czy warto dalej tę zabawę ciągnąć.

Samego pisarstwa nie zamierzałem porzucać, ale po pierwsze biłem się z myślami, czy dalej brnąć w jego odnogę beletrystyczną (moje rzeczy niefikcyjne ktoś jednak czasem kupował, i to nawet bez dystrybuowania ich za pośrednictwem własnej strony, a powieści nie obeszły w zasadzie nikogo poza kilkoma znajomymi, którzy chyba dobrze mi życzą), a po drugie – czy wobec takiego obrotu spraw jest sens płacić za serwer i poświęcać czas na pisanie czegokolwiek, byle istniał tu jakiś ruch (o tyle kiepskie rozwiązanie, że ten ruch nijak nie przekładał się na sprzedaż książek).

Potem jednak stwierdziłem, że:

a) lubię pisać prozę i pozbawienie się tego wymiaru byłoby dla mnie równie bolesne jak ewentualna – i też na którymś etapie rozważana – decyzja o porzuceniu eseistyki;

b) biorąc pod uwagę, że dla mnie forma jest w zasadzie podrzędna wobec treści, nie ma przeszkód, bym pisał jedno i drugie, a to, czego uda mi się wyprodukować więcej, nim zawezwie mnie Wielki Tatuś, zostawić… no właśnie, Wielkiemu Tatusiowi;

c) problem być może leży po stronie mojej nieumiejętności efektywnego przekonywania do siebie potencjalnych czytelników, więc może warto nad tym popracować;

d) w związku z powyższym, zamiast zamykać interes, jak już raz w przeszłości mi się zdarzyło, być może lepiej poważnie przysiąść na zadzie, przeanalizować zarówno to, o co właściwie chodzi mi w pisarstwie, jak i sposób prowadzenia tej strony, i poprawić to, co szwankuje, oraz uspójnić to, co się rozłazi.

No i z tych rozkminek wyszło mi, że w pisaniu książek rzeczywiście jest u mnie tak, jak ustaliłem w podpunkcie b: rzeczywiście idea przekazania za pomocą literatury przyświecającej mi filozofii jest dla mnie nadrzędna wobec tego, czy robię to za pośrednictwem opowiastek spod ulubionego przeze mnie szyldu „zabili go i uciekł”, czy akurat zechce mi się wyłuszczyć mój punkt widzenia wprost. Może po prostu na którymś etapie ten koncept lekko mnie przerósł – może też poniekąd z uwagi na wspomniany już brak zainteresowania. Bo dlaczego nie. Nikt nie lubi nadawać w pustkę. No ale… cóż począć? Z porażek trzeba wyciągnąć wnioski, a potem wziąć swój majdan i iść dalej. Uff, patosik.

Będę więc dalej pisał moje podrabiane historyjki z dreszczykiem i upierał się, że w beletrystyce są one jednym z najlepszych narzędzi do szerzenia chrześcijańskiego światopoglądu bez popadania w gettoizację, w jaką wpędzili się dzisiejsi twórcy tak zwanej „chrześcijańskiej kultury”. Ale postaram się też nie zaniedbywać gałęzi eseistycznej, bo w niej też mam parę chyba dosyć ciekawych rzeczy do powiedzenia. Zobaczymy, na co bardziej pozwoli mi Wielki Tatuś.

Ogólnie więc przyduszam pedał balansowania między sacrum i profanum i szukania pierwszego w drugim. Czuję, że Wielki Tatuś tego po mnie oczekuje, a ja… ja muszę to tylko zaakceptować.

Co natomiast tyczy się strony… hm, tutaj sprawa była bardziej skomplikowana. Przez cały czas jej prowadzenia brakowało mi jakiegoś mającego ręce i nogi pomysłu na sprzedawanie za jej pomocą moich idei. Niby coś tam świtało, rysowało się, ale było za bardzo rozchwiane, zbyt od sasa do lasa. Między innymi dlatego po gruntownej inspekcji całej zawartości zdecydowałem się na zaoranie jej do gołej ziemi. Oczywiście nie jest powiedziane, że na dłuższą metę to pomoże, ale… No po prostu uznałem, że warto dać sobie jeszcze jedną szansę.

Czym więc będzie się charakteryzował odnowiony WNS?

Poza promowaniem mojej twórczości – co się nie zmienia, chociaż będzie trochę bardziej naturalnie wkomponowane w ogólną treść – zamierzam skupić się tu na pokazywaniu, jak Wielki Tatuś i Jego echa manifestują się w lubianych przeze mnie wytworach kultury, a przez to wykazywaniu, czemu sam w nich dłubię, podszywam się pod nie czy jak tam chcecie. Z biegiem czasu taka zabawa coraz bardziej mnie pociąga.

Niektóre zatrącające o te tematy wpisy, obecnie usunięte, pojawią się niebawem ponownie lekko przeredagowane.

Pewnie od czasu do czasu będę to przeplatał notkami dotyczącymi religii czy duchowości bardziej ogólnie, ale w ścisłym powiązaniu z tym, co powyżej. Chcę po prostu stworzyć pewną spójną wizję – coś w rodzaju duchowo-intelektualnego vademecum, współgrającego z tym, o co mi chodzi w książkach. Brzmi dęcie, zgoda, ale w istocie jest banalne jak konstrukcja przysłowiowego cepa.

Tak więc prezentuje się plan na nowe otwarcie. A w jego ramach – a co mi tam: do końca listopada giga promocja na wszystkie ebooki w Księgarni. Zapraszam też do subskrybowania.

Bądź aniołem i wrzuć to do mediów społecznościowych.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *