WNS od teraz jeszcze bardziej literacki

WNS od teraz jeszcze bardziej literacki

Nic tak nie uświadamia upływu czasu jak faktura za przedłużenie domeny. Więc to już prawie rok? Rety! Stworzyłem WNS, bo chciałem wreszcie na serio ruszyć z pisaniem i wydawaniem książek – przede wszystkim jako księgarnię, a jako blog poniekąd przy okazji, głównie żeby podtrzymywać ruch na stronie i przyciągać potencjalnych nowych zainteresowanych. Przez ten czas wydałem dwie powieści i napisałem mnóstwo tekstów, które – najdelikatniej ujmując – dość średnio spełniły swoje zadanie. Mój stały błąd. Umiem to robić dla innych (byłem copywriterem), lecz dla siebie chyba już niekoniecznie. Pora w końcu to zmienić.

Jako copywriter nauczyłem się, że kiedy prowadzisz klinikę stomatologiczną i masz jej stronę, a na tej stronie blog, to piszesz na nim o dbaniu o uzębienie. Sam kilka takich tekstów dla naszej klientki wysmażyłem. Jeżeli robisz w nieruchomościach, to piszesz – a raczej pisze za ciebie wynajęty rajter – o tym rynku. I tak dalej, i tak dalej. Wiecie, o co mi chodzi. A jak w takim razie prowadzić stronę, gdy jesteś pisarzem i jeszcze na dokładkę swoim własnym wydawcą? No właśnie. Wbrew pozorom to wcale nie jest takie proste. Zwłaszcza kiedy chcesz zainteresować ludzi swoją twórczością, która – było, nie było – występuje tutaj trochę w roli produktu, i nie spamować co kilka dni egotycznymi wpisami o swoich mękach twórczych, postępach w pracy nad nową książką itp.

Z drugiej strony uciekanie od tego i udawanie, że blog jest o czymś innym, to też kiepska strategia. O czym niestety zdążyłem się przez tych dziesięć miesięcy przekonać. Moje felietony – zwłaszcza one, a przynajmniej niektóre co bardziej kontrowersyjne – nieźle się rozchodziły, ale prawie nie przekładały się na zainteresowanie odbiorców tym, po co tak naprawdę WNS istnieje. Usilnie wzbraniałem się przed myśleniem jako marketer, ale ponieważ zależy mi na moich książkach, nie mam wyboru.

To, co mam do powiedzenia na temat świata, powinienem przede wszystkim zawrzeć w utworach, które chcę za pośrednictwem tej platformy sprzedawać – tak, sprzedawać, nie wstydźmy się tego. Tak zwany blog firmowy – nawet jeśli jest to, póki co, tzw. działalność nierejestrowana – to może niekoniecznie najlepsze miejsce do wyłuszczania, co myślę o bieżącej polityce, kierunku, w jakim zmierza cywilizacja, czy ważnych dla mnie kwestiach duchowych. WNS ma przekonać tego, kto tu wejdzie, że warto zaryzykować dla mnie kilka złotych. Niby zawsze o to chodziło, ale… ale chyba po prostu nie wiedziałem, jak to poprawnie robić.

Nie, wróć – wiedziałem, tyle że chciałem się od tego wymigać, bo wbrew pozorom jestem raczej wstydliwy i nie lubię przesadnie rozwodzić się nad moją twórczością. To znaczy lubię – jak każdy pismak mógłbym o niej gadać godzinami, ale w przeciwieństwie do wielu przedstawicieli naszej tak zwanej branży, mam świadomość, jak bardzo może się to stać niestrawne w zbyt dużej dawce. No ale jako się rzekło: nie mam wyboru. Książki to mój priorytet i muszę myśleć, jak skutecznie na ich rzecz lobbować. A to, co robiłem dotychczas, ewidentnie zawiodło. Muszę więc spróbować inaczej.

Oczywiście elementy tego, o czym mówię, są na WNS obecne, lecz niestety, z mojej własnej winy, rozwodniły się w powodzi innych treści. Chce to zmienić, odwrócić proporcje. Chcę, żeby od teraz był to blog o moim byciu pisarzem. Chcę tutaj przede wszystkim pisać o rzeczach, nad którymi w tej chwili pracuję, o tym, jak to robię, i dlaczego akurat tak a nie inaczej; o tym, czego się przy tej okazji dowiedziałem; o źródłach moich inspiracji, ideach, na zawarciu których w książkach mi zależy, o stosunku do pisarstwa i literatury w ogóle, ale też oczywiście, tak jak dotąd, o tym, co czytam i oglądam – choć z naciskiem na to, co z tego wynoszę dla własnej twórczości.

Mam nadzieję, że nie będzie to nudne i pozwoli moim czytelnikom lepiej zrozumieć, dlaczego w ogóle czernię strony i co mam do przekazania. No i, oczywiście, zaufać mi na tyle, żeby sięgnęli po którąś z moich książek. Dotychczasowych wpisów nie usuwam, ponieważ wszystko razem tworzy tutaj jednak pewną całość, aczkolwiek nie ukrywam, że wraz z tym wpisem WNS zalicza swojego rodzaju restart. Taki nie za duży i przeprowadzony na miękko, choć wyraźnie ukierunkowany. I żeby nie było – ja także wypływam tu na nieznane wody i odczuwam przy tym nielichego stracha.

Jedno, czego z pewnością zamierzam unikać, to dawanie złotych rad w kwestiach stricte pisarskich. Po pierwsze, samemu mając w tej dziedzinie tak mikroskopijne osiągnięcia i działając w zasadzie w całkowitej pustce, nie bardzo czuję się kompetentny. I po drugie dziwi mnie, jeśli mam być szczery, postępowanie niektórych osób piszących, które w swoich kanałach komunikacyjnych nadają przede wszystkim do innych pisarzy, a nie do potencjalnych klientów, żeby im wyjaśnić, dlaczego mieliby odmówić sobie obiadu akurat na rzecz ich książki. Śledziłem kilku takich autorów i jak dotąd żaden nie przedstawił mi w tej materii przekonujących argumentów na swoją korzyść.

Tak więc spokojnie: u mnie żadnych kursów, jak stworzyć bestseller, nigdy nie było i nie będzie. Ja sprzedaję wyłącznie swoje historie. I jeżeli chciałbym za pośrednictwem WNS-u kogokolwiek do czegokolwiek namawiać, to właśnie do nich. Na tym, jak już deklarowałem, zamierzam się od teraz skupić w o wiele większym stopniu niż dotychczas. A co za tym idzie, WNS będzie jeszcze bardziej w centrum mojej uwagi i wszelkie sieciowe ruchy poza nim będą ukierunkowane na przyciąganie tu odbiorców. Tak jak już pisałem: pisarz powinien się wypowiadać przede wszystkim poprzez swoje dzieła, a niekoniecznie na Twitterze czy Facebooku.

Tak w każdym razie wygląda to w modelu idealnym. A na ile uda mi się go zrealizować? Postaram się jak najsumienniej. Jestem w takim wieku i na takim etapie życia biologicznego, że rozmienianie się na drobne zaczyna się ocierać o grzech marnotrawstwa. Poza WNS-em jest też oczywiście mój podcast, który powolutku się rozwija, chociaż niestety niewykluczone, że jego cotygodniowy cykl może niedługo ulec zakłóceniu z uwagi na wyczerpywanie się materiałów i nienadążanie z nowymi. Poza tym tradycyjnie – zachęcam do subskrybowania strony i zaglądania do Księgarni.

Podziel się tym ze znajomymi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.